Domowa nutella, czyli coś dla łakomczuchów

IMG_3991Nasze dzieci, pewnie jak większość maluchów bardzo lubią słodkości, zwłaszcza czekoladę. Czekolady są różne, często to produkty czekoladopodobne, o składzie tak długim i chemicznym, że traci się apetyt. Dobrze więc poświęcić trochę czasu by przygotować domowe smakołyki. Nasza rodzinka dołączyła do grona smakoszy domowej nutelli. Przepis niezbyt trudny, a smak nieporównywalny, intensywnie czekoladowo-orzechowy, nie mazisty, ale wyrazisty. Jak ktoś spróbuje domowego specjału sklepowe omija z daleka. Przy takich łakociach kalorie się nie liczą.

Domowa nutella – przepis

1 mleko skondensowane słodkie

1 dobra gorzka czekolada

100g orzech lub pestek

2 łyżki miodu

1/4 szklanki mleka

Najwięcej zabawy jest z orzechami. Tu mamy pole do popisu. Oryginalnie są laskowe, ale my używamy własnych – włoskich z dodatkiem pestek słonecznika lub dyni. Trzeba je wyłuskać i obrać ze skórki. W tym celu można wsadzić je na krótko do piekarnika, wówczas skórka zejdzie przy pocieraniu. Po sparzeniu obieranie wymaga trochę więcej zabawy. Obrane orzechy wrzucamy do blendera i miksujemy do puki miał nie stanie się gęsty. mazisty.

Do małego garnka wlewamy mleko i wrzucamy połamaną czekoladę. Podgrzewamy na małym ogniu i mieszamy do całkowitego rozpuszczenia.

Dodajemy mleko skondensowane i gotujemy na wolnym ogniu cały czas mieszając, aż mikstura stanie się gęsta. Trzeba uważać, by na dnie nie osadzała się warstwa karmelu.

Pod koniec dodajemy zmielone orzechy.

Gdy masa trochę ostygnie dodajemy miód.

Gorąca nutella wlana do słoika nam się pięknie zaciągnie. Po otwarciu przechowujemy w lodówce. Przynajmniej pierwszy słoik znika szybko.

Dla dzieci świetną formą podania są wafle czekoladowe. Masą smarujemy wafle Wasa lekkie – pyszna, znacznie zdrowsza przekąska niż sklepowe specjały.

Smacznego.

Cisza w czasie burzy

IMG_3934Czas wreszcie cosik napisać. Oj, działo się działo. Przy dzieciach zawsze jest co robić, nie ma nudy i jest o czym pisać, tylko niestety czas jakoś nie rozciąga.

Największe wydarzenie to narodziny naszego małego misiaczka. W związku z tym nasuwa się dużo tematów, którymi warto się podzielić. Temat coraz popularniejszy – Rodzić po ludzku, ale w Gdańsku wciąż dość odległy, powoli coś się zmienia, ale bardzo wolno.

Rodziłam z koleżanką doulą Kaliną. To niezwykłe rozwiązanie, pomocne zwłaszcza przy pierwszym porodzie. Pomaga pokonać stres, wyjaśnić niepewności i radzić sobie z tą niezwykłą sytuacją jaką jest poród i pojawienie się małego człowieczka.

Powstało wiele cudnych rzeczy w rękach naszych dzieci. Znaleźliśmy wiele smacznych, zdrowych rozwiązań, o których warto wspomnieć.

Mam nadzieje, że uda mi się trochę o tym wszystkim popisać, wiec zapraszam do zaglądania na stronę.

Wakacje w domu

IMG_3727Czas wakacji, czas szaleństwa, a dla rodziców to niesamowity maraton. Czy upał, czy deszcz trzeba coś wymyślić, by rozładować energię małolatów.

Place zabaw

W tej dziedzinie niestety nasza okolica kuleje, ale nawet na marnym można się dobrze bawić jak jest pomysł i chęci. Budowanie podziemnych parkingów, zamków i ogrodów potrafi wkręcić nawet najstarszą. Zwłaszcza po deszczu, gdy piach jest wilgotny można zbudować naprawdę super krainę.

Ostatnie klasyczne super drabinki z mojego dzieciństwa nam zdemontowali, ale zawsze jakaś namiastka się znajdzie, a jak nie to pobliskie drzewa stają się placem zabaw. Czasem wystarczy tylko dobre towarzystwo.

Basen

Nawet niewielki basen ogrodowy jest wspaniałom odmianom i sposobem na ochłodę w upalny dzień. My nadmuchaliśmy nasz brodzik na działce. Wśród zielonych krzaków przyjemnie odpoczywać.

IMG_3710Las

Wśród wysokich drzew i dzikich polan w upalne dni można szaleć do woli. Słońce nie praży, gałęzie dają przyjemny cień. Zawsze można postawić kolejny szałas, pochodzić po drzewach, zorganizować mini podchody, lub po prostu pojeździć na rowerze.

Biblioteka

Zajęcia biblioteczne to u nas już tradycja. Choć nie bywamy w tym roku często, gdyż wypełnić czas młodszym, ciągać je w tą i z powrotem nie jest łatwo. Ale dla tych co mają starsze pociechy to na pewno świetne rozwiązanie – trochę zabawy, trochę prac ręcznych i trochę wiedzy.

 

Dzikie serca

IMG_3514Zawsze myślałam ze bieganie, skakanie, chodzenie po drzewach i ciągły ruch leży w naturze dzieci i próba tego wyciszenia to jak walka z wiatrakami. Spotykając jednak coraz więcej dzieci w rodzinie i wśród znajomych zauważam ze nasze dzieci sa inne.

Nasze dzieci kochają świeże powietrze, wciąż by siedziały na dworze. Do nich w pełni pasuje stwierdzenie- nie ma zlej pogody, jest tylko złe ubranie. Nawet gdy leje deszcz można ubrać płaszcz, kalosze i iść poskakać przez kałużach, robić blotko, kopać kanały miedzy kałużami.

Las

Wyjście do lasu to najlepsza rozrywka. Lepsza niż kino czy gry komputerowe. My nie idziemy na pól godzinki. Jak już to porządnie najlepiej na 2 godz. Zbudowaliśmy niejeden szałas, dzieci wchodzą na drzewa, przechodzą po pniach nad rowem jak nad rzeka, łowią ryby z kory. Mamy swoje Terabitu.

Ze zdziwieniem spoglądam na dzieci którym nie chce się iść tak daleko, nie chcą wchodzić na górę… U nas to nikt nie chce wracać.

Gdy odwiedziliśmy koleżankę, która ma trampolinę na ogrodzie, a po 10 min jej córka chce iść do domu, to Kinga nie rozumie dlaczego. Po co siedzieć w małym pokoju jak jest ładna pogoda. Co tam różne zabawki, wystarczy piłka, kije i własnoręcznie zrobiony luk i można się bawić cały dzień.

Wieś

Najbardziej jednak zaskoczyła mnie wizyta na wsi, dzieci nie mogły sie doczekać. Nikt nie pytał co będzie w domu, tylko czy są zwierzęta i drzewa do wspinania. Akurat spadł deszcz, zrobiło się szaro. Po dojechaniu na miejscu chwila nieśmiałości. Rodzinka zaproponowała grę komputerową??? Moje zaskoczenie było spore. W takim miejscu nasze pociechy w domu nie utrzyma gra komputerowa czy super atrakcje. Jak wyszli na podwórko to tylko pragnienie raz na jakiś czas zagnało ich do domu. Po grze w piłkę, jeździe na rowerze kuzynek wymiękł i schował się w pokoju. Nasze maluchy wciąż biegały. Przed powrotem dały się dopiero namówić by coś zjeść. Wsiadły do auta i zasnęły.

Nie ma jak rodzeństwo.

Duże znaczenie ma na pewno towarzystwo do zabawy. U nas nie ma dużych różnic wieku, wiec zawsze jest kompan do zabawy. Co dwie głowy to nie jedna, a co dopiero trzy. Są oczywiście kłótnie, ale na pewno na nudę nie mogą narzekać.

 

Ostatnio spotkałam takie hasło:

„Chcesz dobrze wychować dziecko?

Poświeć mu dwa razy mniej pieniędzy i dwa razy więcej czasu.”

To w pełni oddaje istotę rzeczy. Można kupować dziecku super zabawki, zabierać na zagraniczne wycieczki. Ale nic nie zastąpi dziecku chwil spędzonych razem, chociażby w pobliskim parku. Bo nie jest istotne gdzie, tylko jak się ten czas spędza.

Jurajski Dzień Dziecka

W czerwcu czas leci tak szybko, że nie ma kiedy siąść i popisać. Wyjazdy, działka, dom wiecznie do sprzątania i dzieci późno chodzące spać. A dzieje się dużo, jak to w czerwcu. Zacznijmy od Dnia Dziecka.

IMG_3361W sobotę wybraliśmy się do Centrum Hewelianum. W ostatni weekend maja organizowali Jurajski Dzień Dziecka. Atrakcji nie było dużo, ale dzieciom się podobało. Zajęcia odbywały się w  wielkim piłkowym namiocie, w środku akustyka, że przy niedużym zamieszaniu w głowie huczało. Dla najmłodszych były dino kolorowanki, dla troszkę starszych lista zadań do wykonania –  piaskownica z wykopaliskami, IMG_3373trasa do wyścigu na 4 łapach, czy porównanie swojej stopy ze śladem tyranozaura. Za wykonane zadania można było dostać dino-jajko, lub własnoręcznie wykonać przypinkę.

Kolejną atrakcją był o spotkanie z paleontologiem. Jak dla dzieci było mało ciekawe. Brak nagłośnienia spowodował, że przy niewielkim zamieszaniu nie było nic słychać.

Odwiedziliśmy również Laboratorium Pana Kleksa, po raz pierwszy odbyły się warsztaty „Na wyspach Bergamutach”. To już kolejne nasza zabawa w tym miejscu. Robienie masek, trochę zabawy, ale tym razem bez dawki wiedzy. Zajęcia raczej dla maluchów, niewiele wnoszące. Największą atrakcją była nowo otwarta sala z akwariami, peryskopami i miejscem na doświadczenia z wodą.

Miło widzieć, że to miejsce wciąż się rozwija. Jeszcze tyle budynków opuszczonych stoi…

Po powrocie do domu przyszła kolej na hodowanie dino-jaja. Niewielkie jajeczk trzeba było wsadzić do wody i czekać na wykluwiny. Dinuś rósł aż skorupka pękła, an dalej rósł, aż wyhodowaliśmy stwora wieelkości szklanki.

IMG_3377IMG_3390IMG_3478

Bałtycki Festiwal Nauki

IMG_3349 Cieszymy się ogromnie, że jest coraz więcej różnego rodzaju impres, spotkań kierowanych do dzieci. Te małe istotki są ciekawe świata, szybko chłoną wiedzę i chętnie próbują nowych rzeczy.

Po ciężkim, chorowitym tygodniu, gdy wreszcie wszyscy wydobrzeli załapaliśmy się na ostatnie dni Bałtyckiego Festiwalu Nauki.  Wybrałam się z Kingą na wydział Chemii i Biologii UG.

To było dla Kingi kolejne spotkanie z chemią. Chemia kulinarna – lody mrożone ciekłym azotem, ziemia pistacjowa i desery na agarze. Poeksperymentowała przy robieniu kosmetyków, budowała cząsteczki i sprawdzała czystość wody. Proste zadania, trochę zabawy kolorami i wreszcie mała wie o co chodzi w tej chemii.

IMG_3351

.

Na biologii powitały nas szkielety wielkich zwierząt – żyrafy i nosorożca. Można było obejrzeć z bliska mięsożerne rośliny, piękne storczyki, czy kolekcję zasuszonych owadów. Poznaliśmy roślinność torfowiska, oraz strukturę tych podmokłych terenów. W konkursach mała wygrała puzzle i piękne plakaty.

Atrakcji było więcej, nie tylko na UG, ale i tak cieszymy się, że choć tyle udało nam się zobaczyć.

Na spotkanie z wielką nauką nigdy nie jest za wcześnie. Dotknąć, powąchać, przelać, czy zamieszać, zrobić coś z niczego, to dopiero jest zabawa. Takie doświadczenia przemawiają, to nie tekst przeczytany w książce, ale własne dzieło. Wszystko to pobudza ciekawość, nasuwa mnóstwo nowych pytań i chęć nauki, poznawania tego co nowe, nieznane.

 

Mała szermierka

IMG_3333Kinga jest w klasie sportowej – jak na razie ma 3h gimnastyki programowej i 6h fakultetu, czyli zajęć ogólnorozwojowych, a praktycznie to berek przeplatany elementami szermierki. Teoretycznie szermierkę można uprawiać od 8 roku życia, normy nie uwzględniają 6-latków w szkole, które w zasadzie startują z tym sportem 2 lata wcześniej.

9h tygodniowo to jest dużo dla takich dzieci. Nam ruchu nie brakuje również poza szkołą – jazdę na rowerze, bieganie po działce i wspinanie na drzewa – czasem przesilenie objawia się wieczornymi, lub rannymi histeriami. Ta mała nie potrafi odpocząć, zawsze jest aktywna, nawet oglądając bajkę musi kopać, kręcić się i skakać, wiec nie włączamy już w tygodniu telewizji, bo nawet nie ma kiedy. Czasem zastanawiałam się nad rezygnacją z fakultetu. Jednak Kinga bardzo  lubi te zajęcia i jak narazie chodzi, choć czasem jest bardzo ciężko.

W ramach rozrywki i próby pierwszoklasiści mieli klasowy Turniej Pierwszego Kroku. Cała klasa dostała stroje, maski i florety. Walczyli podpięci. Turniej składał się z trzech pojedynków. Kinga wygrała wszystkie 3 walki, była z tego bardzo dumna. Każdy dostał dyplom i upominki. Wychowawczyni zrobiła im wspólne, pamiątkowe zdjęcie. Trochę motywacji i rozbudzanie ducha walki u najmłodszych. Bo na sport, nigdy nie jest za wcześnie.

Loopys World, czyli kraina zabawy

IMG_2936Tym razem mała relacja z miejsca bardzo komercyjnego, jednak znaczącego dla dzieci. Różnych sal zabaw dla dzieci nie brakuje, jednak ta zdecydowanie przerasta inne rozmiarem. Loopys World to wielka hala wypełniona atrakcjami. Kilkupiętrowe konstrukcje do wspinania, gigantyczne ślizgawki, trampoliny, mini tyrolka i ścianki wspinaczkowe. Po bokach na piętrach są domki do odpoczynku, boksy do zabaw z piłką, armatki i górka saneczkowa. Dzieciaki uwielbiają to miejsce, ganiają się, ślizgają i grają. Rodzice za to mogą sobie posiedzieć w restauracji.

Bilety są na 3h lub na cały dzień, co w rzeczy samej jest adekwatne do czasu jak można tam spędzić. Nasze  starszaki po 3 h były padnięte, co nie znaczy, że miały dość. Ja sama chętnie sobie poszalałam, lepsze to niż aerobik i dla rodziców za free. Ale za dzieci trzeba płacić i to sporo, więcej niż za kino, ale radości też dużo więcej.

Miejsce to ma jednak kilka znaczących wad:

brak monitoringu – przestrzeń jest tak duża, że znalezienie dziecka może stanowić problem. Nagłośnienie jest niewyraźne, więc nawoływanie przez głośniki nie koniecznie będzie słyszane przez brykające i krzyczące dzieci.

toalety – ich stan jest straszny. Dzieci chodzą w skarpetkach, a tam kałuże, porozwalane papiery i ten zapach. Nie wiem jak często są sprzątane, po 2h nic się nie poprawiło.

– uszkodzenia – kilka trampolin jest zamkniętych, ale to ujdzie, bo jest ich sporo. Armatki są super atrakcją zwłaszcza dla chłopaków, za pierwszym razem Damian spędził tam  godzinę (działały 2 z 4), po paru miesiącach już wszystkie były popsute. Tak wielkie miejsce powinno mieć jakiś serwis naprawczy, a mam wrażenie, że wszystko jest dopóki nie padnie, a potem robi za eksponaty. Podobnie z saneczkami, za drugim razem były tylko 3 sztuki, a chętnych dzieci dużo. Koszt takich plastikowych sanek jest niewielki, a braki bardzo widoczne.

To nie jest miejsce które odwiedzamy często, wole mniejsze sale zabaw, gdzie też jest wesoło, ale nieco ciszej i nawet maluchy mogą się pobawić. Do Loopysa chodzimy raz kiedy – w ramach prezentu. W kiepską pogodę fajnie jest z dziećmi wybrać się w szalone miejsce.

Unikatowe buty dla małej gwiazdy

IMG_3329Niewiele potrzeba by pobudzić wyobraźnie. W ostatnim Małym Gości znaleźliśmy pomysł jak z białych trampek zrobić niepowtarzalne buty. Wstążki zamiast sznurówek, naszywki, cekiny. Nie było wyjścia – to wyzwanie dla nas.

Nie mając białych trampek, wyciągnęłam co jest – stare zszarzałe buty i wyobraźnia ruszyła.

Postanowiliśmy iść o krok dalej, wyciągnęłam farbki akrylowe. Po wyszorowaniu butów zaczęło się malowanie. Kinga sama wybrała kolory, własnoręcznie malowała. Nie mogłą się doczekać efektu. Było troszkę niedociągnięć, jak na pracę już prawie 7-latki, ale nie zmienia to efektu.

Do tego nowe sznurówki i koraliki. Jeszcze pytanie o wiązanie – przecież można sznurówki nawlec na wiele sposobów.

Ostateczny efekt widać na zdjęciu. Kinga jest zachwycona i dumna. To coś dla dziewczyny która kocha kolory, sport i lubi być inna. Takie buty lepsze niż firmówki.

IMG_3326

PRZED

FullSizeRender-2

PO

Medycyna sportowa i nie tylko

W Polsce daleko nam do wygodnego życia z bardzo wielu powodów. Skupię się jednak na jednym – szkolnym problemie. Pisałam już ile jest różnych miesięcznych kosztów i prawie każdy uiszcza się u innej osoby. Teraz chciałam trochę się rozpisać nad tym jak szkoła dba o zdrowie dzieci.

Kinga jest w klasie sportowej, wiec obowiązują ją badania w Poradni Medycyny Sportowej. Uprawia sport musi być kontrola, a jak to wygląda?

Krok pierwszy – umawiamy się do lekarza pierwszego kontaktu, bo dziecko ma uprawiać sport ale nie wystarczy skierowanie ze szkoły. Muszę umówić się na wizytę do lekarza ogólnego, który ma full umówionych wizyt, przyjmuje jeszcze dodatkowo rozchorowane dzieci. Ale co tam, może jeszcze przyjąć petentów po to, by wypisać im skierowanie do specjalisty po raz pierwszy i kolejny. Odczekanie w kolejce i wizyta nr 1 zaliczona. W Kingi karcie jest ruch – mamy skierowanie.

Krok drugi – umówić się do Poradni Sportowej. Sprawa nie łatwa. Na Zaspę dodzwonić się nie sposób, więc pojechałam. Odstałam pół godziny w kolejce do info, by dowiedzieć się, że mają terminy za pół roku. Został Eter-Med na Jaskółczej. Po cierpliwym dzwonieniu i wysłuchaniu reklam telefonicznych udaje mi się umówić na wizytę za 3 tygodnie.

Krok trzeci – Badanie krwi. To dopiero przeżycie dla dziecka, nie dość że na głodnego to jeszcze wbijają się w skórę. Przeżycie dla małej było straszne. Ale nie czekaliśmy, miła, pomocna obsługa.

Krok czwarty – Badania specjalistów. Zjawiamy się o 8 rano na miejscu, tak jak z 50 innych osób. Ustawiamy się w długiej kolejce do rejestracji. Gdy wreszcie otrzymujemy papiery i listę gabinetów zaczyna się. Wszędzie tłumy, ciasno i duszno. Jedni wytrwale czekają, inni próbują zajmować kilka kolejek na raz. Jeden wielki bałagan. Wszędzie zamieszanie, spory kto był za kim, a kogo nie było. Za pierwszym razem trzeba odwiedzić wielu gabinetów. Na to zamieszanie i bałagan trzeba sobie zarezerwować pół dnia. Każda wizyta trwa dość krótko. Badanie laryngolog to pytania- czy dobrze słyszy, dobrze widzi? Maszyna do pomiaru tkanki tłuszczowej się buntowała, bo wiek ma od 7 lat- nie kwalifikuje 6-letnich pierwszaków. Dobrze, że córa spotkała koleżanki, miała z kim rozmawiać – to czas jej zleciał. Ja po wszystkim wyszłam  z wielkim bólem głowy od zaduchu i hałasu.

Po miesiącu Kinga wraca ze szkoły z  bilansem, częściowo wypełniony przez pielęgniarkę szkolną, a z resztą trzeba się zgłosić do lekarza ogólnego- wizyta nr 2  zaliczona.

Mija pół roku w spokoju i powtórka z rozrywki. W Kingi karcie pojawia się kolejne skierowanie do Poradni Sportowej.  Wizyta w poradni – wersja skrócona, dwa gabinety i tylko 1,5h.

Ale to jeszcze nie koniec, po 2 tygodniach szkoła wyznacza wizytę w Ośrodku Promocji Zdrowia i Sprawności Dziecka. Kolejna akcja kilku lekarzy- psycholog, okulista, dietetyk, ortopeda, testy sprawnościowe i wydolnościowe. Częściowa powtórka z rozrywki. Ale wszystko szło sprawnie i miło. Dzieci umawiane co 15 minut więc w zasadzie nie było czekania. Badanie postawy znacznie dokładniejsze. Porady dietetyk choć banalne, ale zawsze to inaczej jak powie lekarz, a nie mama. Na koniec wielka lista porad żywieniowych i zdrowotnych. Zalecenie, by wybrać się do okulisty na precyzyjne badanie, czyli znów do ogólnego po skierowanie i czekać na wizytę do okulisty. I tak dalej…

Tyle różnych badań, wywiadów, a nikt się nie pyta czy dziecko zaszczepione, bo to przecież nie ma znaczenia.