Archive for the Category »zdrowie «

Ciąża – to nie choroba, ale stan odmienny

ciaza2Ciąża nie jest łatwym czasem. Osłabienie, senność, wszystkie inne choroby łatwiej się łapie, wychodzą stare i nowe dolegliwości. Jak mój lekarz mówił „To ciężka praca, a jeśli ktoś miło to wspomina to chyba pod wpływem dużej dawki oksytocyny podczas porodu”.

Senność

Rośnie w nas życie, które pobiera z nas wciąż mnóstwo energii i pokarmu, więc zwłaszcza pod koniec ciąży chciałoby się być jak niemowle, tylko jeść i spać. Senność dopadała mnie zazwyczaj po 3 godz. aktywności. Ciężko ją pokonać bez kawy i energy drinków. Dość skuteczna jest czarna herbata, za którą nie przepadam. Jeśli jest taka możliwość najlepiej jest się zdrzemnąć zwłaszcza po obiedzie. Drzemka dodaje sił i poprawia nastrój, dzięki niej sprzęt domowy, jak i osoby dookoła będą bezpieczniejsze.

Opuchlizna

Zwłaszcza w ciepłe dni są w ciąży trudne ze względu na podwójne grzanie i opuchliznę. Woda zbiera się wszędzie, puchną ręce nogi i twarz. Picie dużej ilości wody ponoć pomaga, ponoć, bo ja nie zauważyłam poprawy. Brałam drożdże w tabletkach, które pomagały na tyle, ze nogi tak nie bolały. Pod koniec zaczęłam pić czystek. Jest bezpieczny i naprawdę pomaga. Usuwa nadmiar wody i toksyny z organizmu, a przy tym jest świetnym antyoksydantem. Wzmacnia odporność która w tym odmiennym stanie jest bardzo potrzebna.

Żylaki

Z każdą kolejną ciążą nogi i żyły są bardziej osłabione. Teraz już miałam duże problemy z chodzeniem. Najlepszym i w zasadzie jedynym ratunkiem są dobre pończochy antyżylakowe. Niestety koszt ich jest duży, ubieranie jest trudne zwłaszcza z wielkim brzuchem. Chodzenie w upały w ciasnych, gumowych pończochach też nie jest przyjemne, ale przynajmniej da się chodzić.

Latem świetne jest chodzenie w wodzie, ciśnienie wody świetnie wspomaga krążenie.

Maści pomagają doraźnie, łagodzą ból i swędzenie, zmniejszają stan zapalny. Tabletki również brałam, ale ich tolerancja jest różna. W połączeniu z opuchlizną powodowały drętwienie i ból łydek, jak również nieprzyjemny zapach.

Słaba odporność

W ciąży trzeba bardzo na siebie uważać, łatwo coś złapać, a ciężko wyleczyć. Moje przeziębienia trwały 2-4 tygodnie. Inhalacje pomagały na tyle, że stan się nie pogarszał, ale na poprawę trzeba było długo czekać. Pomocne są herbaty ziołowe i naturalne syropy np. prawoślazowy.

 

Pomimo to czas oczekiwania na maleństwo jest magiczny.

  • Intensywność odbieranych bodźców. Wszystko ma wyrazistszy smak i zapach. Można się rozkoszować zapachem kwiatów, potraw.
  • Te kręcące się maleństwo co raz dające znać kopniakiem. To maleństwo „czuje, żyje, jego serce bije”.

Medycyna sportowa i nie tylko

W Polsce daleko nam do wygodnego życia z bardzo wielu powodów. Skupię się jednak na jednym – szkolnym problemie. Pisałam już ile jest różnych miesięcznych kosztów i prawie każdy uiszcza się u innej osoby. Teraz chciałam trochę się rozpisać nad tym jak szkoła dba o zdrowie dzieci.

Kinga jest w klasie sportowej, wiec obowiązują ją badania w Poradni Medycyny Sportowej. Uprawia sport musi być kontrola, a jak to wygląda?

Krok pierwszy – umawiamy się do lekarza pierwszego kontaktu, bo dziecko ma uprawiać sport ale nie wystarczy skierowanie ze szkoły. Muszę umówić się na wizytę do lekarza ogólnego, który ma full umówionych wizyt, przyjmuje jeszcze dodatkowo rozchorowane dzieci. Ale co tam, może jeszcze przyjąć petentów po to, by wypisać im skierowanie do specjalisty po raz pierwszy i kolejny. Odczekanie w kolejce i wizyta nr 1 zaliczona. W Kingi karcie jest ruch – mamy skierowanie.

Krok drugi – umówić się do Poradni Sportowej. Sprawa nie łatwa. Na Zaspę dodzwonić się nie sposób, więc pojechałam. Odstałam pół godziny w kolejce do info, by dowiedzieć się, że mają terminy za pół roku. Został Eter-Med na Jaskółczej. Po cierpliwym dzwonieniu i wysłuchaniu reklam telefonicznych udaje mi się umówić na wizytę za 3 tygodnie.

Krok trzeci – Badanie krwi. To dopiero przeżycie dla dziecka, nie dość że na głodnego to jeszcze wbijają się w skórę. Przeżycie dla małej było straszne. Ale nie czekaliśmy, miła, pomocna obsługa.

Krok czwarty – Badania specjalistów. Zjawiamy się o 8 rano na miejscu, tak jak z 50 innych osób. Ustawiamy się w długiej kolejce do rejestracji. Gdy wreszcie otrzymujemy papiery i listę gabinetów zaczyna się. Wszędzie tłumy, ciasno i duszno. Jedni wytrwale czekają, inni próbują zajmować kilka kolejek na raz. Jeden wielki bałagan. Wszędzie zamieszanie, spory kto był za kim, a kogo nie było. Za pierwszym razem trzeba odwiedzić wielu gabinetów. Na to zamieszanie i bałagan trzeba sobie zarezerwować pół dnia. Każda wizyta trwa dość krótko. Badanie laryngolog to pytania- czy dobrze słyszy, dobrze widzi? Maszyna do pomiaru tkanki tłuszczowej się buntowała, bo wiek ma od 7 lat- nie kwalifikuje 6-letnich pierwszaków. Dobrze, że córa spotkała koleżanki, miała z kim rozmawiać – to czas jej zleciał. Ja po wszystkim wyszłam  z wielkim bólem głowy od zaduchu i hałasu.

Po miesiącu Kinga wraca ze szkoły z  bilansem, częściowo wypełniony przez pielęgniarkę szkolną, a z resztą trzeba się zgłosić do lekarza ogólnego- wizyta nr 2  zaliczona.

Mija pół roku w spokoju i powtórka z rozrywki. W Kingi karcie pojawia się kolejne skierowanie do Poradni Sportowej.  Wizyta w poradni – wersja skrócona, dwa gabinety i tylko 1,5h.

Ale to jeszcze nie koniec, po 2 tygodniach szkoła wyznacza wizytę w Ośrodku Promocji Zdrowia i Sprawności Dziecka. Kolejna akcja kilku lekarzy- psycholog, okulista, dietetyk, ortopeda, testy sprawnościowe i wydolnościowe. Częściowa powtórka z rozrywki. Ale wszystko szło sprawnie i miło. Dzieci umawiane co 15 minut więc w zasadzie nie było czekania. Badanie postawy znacznie dokładniejsze. Porady dietetyk choć banalne, ale zawsze to inaczej jak powie lekarz, a nie mama. Na koniec wielka lista porad żywieniowych i zdrowotnych. Zalecenie, by wybrać się do okulisty na precyzyjne badanie, czyli znów do ogólnego po skierowanie i czekać na wizytę do okulisty. I tak dalej…

Tyle różnych badań, wywiadów, a nikt się nie pyta czy dziecko zaszczepione, bo to przecież nie ma znaczenia.

 

Dzwoneczek i bestia z Nibyladii

dzwonZ okazji końca ferii postanowiliśmy wybrać się wreszcie do kina. Kinga chciała na Dzwoneczka, Damian na Barbie ;), wiec ja wybrałam Dzwoneczka. W najbliższym kinie już go nie grali, Multikino omijamy z daleka (chcieliśmy iść na film, a nie na reklamy), stanęło na Krewetce.

Żeby trochę rozruszać kości miedzy siedzeniem w tramwaju, a siedzeniem w kinie przeszliśmy się po dworcu. Damian uwielbia pociągi, więc miał na co popatrzeć. Radiowozów policyjnych też nie brakowało – Lechia grała.

Do kina dotarliśmy trochę przed czasem, wiec weszliśmy na sale punktualnie. Zdążyliśmy chwilę pogadać ze znajomymi, z którymi się umawialiśmy, ale zawsze coś wychodziło. Do kina się nie umawialiśmy, a udało się nam spotkać.

Projekcja zaczęła się jednak od sporej dawki reklam – niestety, w kinie nie dość że się płaci, to jeszcze ładują do głowy bzdury. W domu oglądam zazwyczaj z nagrania, więc od dawna nie widziałam tylu reklam. Dzieci też się niecierpliwiły, kiedy ten film.

Co do bajki to połowa filmu była wesoła i przyjemna. Dużo o ciekawości, budowaniu przyjaźni, zaufaniu i nie ocenianiu po wyglądzie. Z chwilą gdy nadchodzi burza z tornadem bajka przybrała nieco inny charakter – wycie bestii, pioruny, pożary, to już nie typowy spokojny świat Nibylandii. Jak dla maluchów trochę przerażający. Damian przesiadł się do mnie na kolana, Kinga oglądała dzielnie, ale jak dla maluchów – było zbyt przerażająco. Bajka jednak powinna być z ograniczeniem – od 5 lat. Wszystko oczywiście się dobrze skończyło, ale strach zapada w pamięć.

IMG_3067Po wszystkim postanowiliśmy wybrać się na małą przechadzkę po Starym Mieście. Byliśmy pod Starym Ratuszem, oglądaliśmy kłódki na Moście Miłości, pomnik Heweliusza i małą turbinę wodną koło Wielkiego Młyna. Na dłużej przystanęliśmy koło prezentacji multimedialnej na temat wody. Dzieci były naprawdę zainteresowane- jak szerokie zastosowanie ma woda, ile jej potrzeba do wszystkiego. Wciąż pozostając wodą odgrywa wielkie znaczenie w naszym organizmie, jak również przy produkcji stali.

Weszliśmy również do kościoła świętej Katarzyny. Tu również woda odegrała ważną rolę tocząc walkę z ogniem. Po pożarze w 2006 r kościół wciąż jest w kiepskim stanie, zdrapane tynki, zacieki i puste wnętrze. Wszystko tworzy jednak niesamowite wrażenie, piękna, wyniosła budowla, pozbawiona ozdób, fascynuje swym czystym wdziękiem.

 

Słodkie ferie

IMG_3010Właśnie zaczął się radosny czas dla dzieci – ferie zimowe. Ale jak to często bywa, gdy już jest czas wolny i do tego spadnie nawet śnieg, to do pełni radości zabraknie jednego, ale podstawowego elementu – zdrowia.

I tak to u nas w czwartek Damian wrócił z przedszkola z gorączką, w piątek mnie zwaliło z nóg, a w sobotę wzięło dziewczyny. Myślałam, że to jakaś 3-dniówka, ale gdy już gorączka zeszła został ostry nieżyt nosa, czyli uciążliwy katar :(.

Choć nigdzie na ferie nie wyjeżdżamy, to pomysłów na spędzenie czasu nam nie brakuje. Jak na razie umilamy sobie czas domowymi specjałami. Dziś było mieszanie, rozmrażanie, ubijanie i powstało lekarstwo na wszelki ból i kiepskie humorki – kakałko z bitą śmietaną i poziomkami.

Mniam 🙂

Ospa u dzieci w różnym wieku

Chodzenie do przedszkola ma poważne konsekwencje.  Któregoś dnia odbieram Damiana z przedszkola, a pani informuje mnie, że mały ma ospę. Przeraziłam się na początku- ospa? Już? A co z resztą dzieci? Jak uchronić małą? Sprawa trudna, ale pewnie nigdy by nie było dobrej pory na chorowanie.

Ospa 3-latka

Po przyjściu do domu odkryłam, że owszem Damian ma małą plamkę na brzuchu i na czole, ospy to nie przypominało, tylko rozdrapane ugryzienie komara. Niestety następnego dnia zaczęły się pojawiać kolejne plamki, lekarka nawet znalazła kilka małych bąbelków, więc wyrok się potwierdził. Damian w świetnym humorze wrócił do domu i chwalił się swoimi krostkami. Sam przypominał o smarowaniu, szukał plamek, bo krostek wodnych miał może z 15 i to większość malusich. Wszystko poszło spokojnie, bez gorączki i marudzenia, tylko te nieszczęsne 2 krosty na czole pomimo zaklejania ich plasterkami i smarowania pozostawiły po sobie ślady.

Ospa roczniaka

Za dwa tygodnie zaczęła się druga tura-dziewczyny, czyli dużo cięższa sprawa. Karolcia jako roczniak miała szanse się uchronić moimi przeciwciałami na 50%, no ale się nie udało. Pojawiła jej się krostka na szyi, która źle wróżyła. I się zaczęło- 3 dni gorączkowania, 3 kiepsko przespane noce, 2 krostki na szyi, 6 w pachwinach i plamki na plecach. Pierwsze dni ciężkie, ale potem szybko przeszło, bez wielkich oznak.

Ospa 5-latka

Z Kingą sprawa przedstawiała się znacznie gorzej. Ona nawet po ugryzieniu komara się wścieka, a tu taka dawka bąblów.  Wysypało ją równo, całe plecy, brzuch, boki, głowa. Zaczęło się marudzenie i płakanie. Pomimo ciągłego swędzenia nie pozwalała się smarować. Kinga rzadko choruje, ale jak już do tego dojdzie to do leczenia jest trudna- leki niedobre, maści za zimne, leżeć nie będzie bo jej się spać nie chce, za to na dwór się rwie.

Po naszych dzieciach widać, że koło 3-lat to najlepszy czas na chorowanie. Mała niby miała mało krost, ale gorączkowała i była marudna. Powyżej 5 lat nie bez powodu dostaje się silniejsze leki, Kinga 3 dni była rozpalona, nerwowa i rozbita. Później szybko jej przeszło, ale psychicznie ciężko to zniosła.

– Niech te krosty ze mnie spadną – chodziła po domu i wciąż się otrząsała – ja już nie chce mieć tych strupów. Czemu nie chorowałam na wysypkę wcześniej? To bym już nie pamiętała- żaliła się.

Krosty, krostki i plamki.

Powszechnie krąży opinia, że jak się rozdrapie krosty to zostaną ślady.  Może ma to jakiś niewielki wpływ, ale po obserwacji moich dzieci widzę, że po wielkich bąblach zostają ślady, czy się drapie czy nie. Damian miał dwie wielkie krosty na czole, które pomimo ochrony plastrami i wielokrotnego smarowania zostawiły dwa krążki. Natomiast mała krostka na brodzie, notorycznie drapana – zniknęła.

Bardzo pomocne natomiast jest smarowanie, łagodzi swędzenie, a jednoczesnie zatrzymuje wzrost krostki. Pomimo, że lekarka poleciła smarować tylko krostki, nadgorliwy Damian kazał się wciąż biedronkować na biało, również na czerwonych plamkach, może dzieki temu miał mało krost wodnych. Najgorzej poszło z tymi pierwszymi, które dały znać o chorobie, a zeszły jako ostatnie.

Powrót do zdrowia

Inkubowaliśmy chorobę przez tydzień. Po tym czasie pozwoliłam dzieciom wyjść na trochę na dwór – krostki już zaschły i humor dopisywał. Co ciekawe nawet Kinga i Karolcia nie podały ospy dalej 2-latkowi, który spędził u nas łącznie 15h. Wiec mogę powiedzieć, że u nas chorowali przez tydzień, później już czekaliśmy na opadnięcie strupów. Niestety pomimo krótkiej choroby odporność wraca powoli. Damian zaczął pierwszy, więc posiedział w domu prawie 4 tygodnie, bez siostry do przedszkola nie chciał chodzić. Kinga poszła po dwóch tygodniach. I tak to ten nasz okaz zdrowia za kolejne 10 dni przeszedł bardzo ciężkie zatrucie, potem zapalenie gardła… oj osłabienie jest, nie da się ukryć. Ponoć do 6 tygodni jest słaba odporność, to nam jeszcze trochę zostało.

Apteka internetowa da się lubić

Kiedyś słyszałam, że powstają pierwsze apteki internetowe. Wydawało mi się to nieco dziwne, bo rzadko chodziłam w takie miejsca, a jak już  to z receptą. A jak przez net zrealizować receptę?

Wraz z pojawieniem się dzieci, problemami zdrowotnymi ilość farmaceutyków wzrosła, ich ceny mnie wielokrotnie powalały. Nauczyłam się radzić sobie po domowemu, bo nie zawsze trzeba receptę zrealizować, zwłaszcza jeśli się ma w domu zamiennik. Gdy słyszę od lekarki- Ta maść jest ok, ale przepiszę pani taką inną, … – jak jest ok, to po co mi kolejna, a potem tony niezużytych leków rosną. Kupowanie z głową to podstawa.

Jest jednak wiele leków, które kupujemy bez recepty i tu właśnie apteki internetowe okazały się świetnym rozwiązaniem. Kupuję przez internet zabawki, ubrania, płyty, książki, a od niedawna i leki.

A zaczęło się tak:

Karmiąc malutką powinnam brać multiwitaminę. Kupowałąm Falvit Mama, bo zazwyczaj jest najtańszy, co nie znaczy, że tani i nie zawsze dostępny. Nie chcąc przepłacać, więc sprawdziłam na ceneo ile powinien kosztować. Poszłam do osiedlowej apteki i pani oznajmiła mi że tyle kosztuje, ale opakowanie 30, a nie 60 tabletek. Podziękowałam i wyszłam. Kupując nawet jedną paczkę i płacąc za przesyłkę 12zł wyjdzie mi taniej przez neta.

Zaczęłąm klikać, szukać i wybrałam aptekę z Gdańska z możliwością odbioru osobistego.  Przeglądając ofertę moje zdziwienie rosło coraz bardziej. Na lekach do 20 zł można zaoszczędzić kilka złotych, a na tych  powyżej 30 zł… połowę ceny. Tak więc kupiłam krople dla dzieci za pól ceny i mój Falvit. Również emolienty do kąpieli dla maluszków dostępne są za pół ceny. Sprawdza się stara prawda, najwięcej zarabiają pośrednicy, więc trzeba ich omijać i kupować jak najbliżej źródła.

Warto również przeglądać okazje i wyprzedaże. Krótkie daty ważności to czasem 3 miesiące, co często wystarczy na zużycie leku lub kosmetyku. W tradycyjnej aptece sprzedali mi maść ważną jeszcze tylko 2 tygodnie za normalną cenę.

W okazjach kupiłam również  syrop za pół ceny, bo bez pudełka. A przecież pudełko i tak  po zakupie ląduje w śmieciach.

Wszystkim którzy nie próbowali polecam apteki internetowe, warto sprawdzić ich ofertę i porównać z cenami lokalnymi. Może nie wszystko jest tam tańsze, zawsze warto się upewnić, ale wiem że na moich zakupach zaoszczędziłam kilkadziesiąt złoty, wiec jakby co koszt wysyłki się zwróci kilkakrotnie, a z domu nie trzeba wychodzić.

Raczkowanie dla każdego

Raczkowanie jest bardzo DSCF1004ważnym etapem życia człowieka. Wymaga skoordynowania ruchów rąk i nóżek, wzmacnia się kręgosłup i całe ciało. Dzieci które długo raczkują, rzadko mają problemy z prawidłową postawą ciała. Ponadto ruch naprzemienny prowadzi do powstawania połączeń nerwowych między półkulami mózgu. Warunkuje to prawidłowy rozwój psychiczny, naukę pisania, czytania i liczenia. Maluch raczkując uczy się oceniać odległości, orientacji w terenie i poznają własne możliwości.

Dziecko nie powinno omijać tego stopnia rozwoju, piąć się dalej, rwać do chodzenia pomimo braku możliwości. Chodziki pozwalają biegać maluchowi, ale znacznie ograniczają jego zdolności poznawcze i obciążają kręgosłup.

Ostatnio pojawiły się również opinie, że wracając do raczkowania można wyleczyć wiele zaburzeń, w tym popularne ADHD. Wystarczy zmobilizować dziecko by pełzało, lub raczkowało codziennie.

Karolcia bardzo chętnie raczkuje, niemalże biega na czworaka. Lubi zaglądać w różne kąty, wdrapywać się na łóżka. Czasem chodzi za rączki, ale niezbyt chętnie, wyraźnie widać, że woli samodzielność. Problem pojawia się na spacerze, ponieważ już trochę za zimno na raczkowanie w piaskownicy, czy po trawie. Pod tym względem czerwcowe starszaki miały większe pole możliwości.

Młodsze  rodzeństwo jest świetnym kompanem do zabaw na czworaka dla starszaków. Kinga jest nadpobudliwa i nerwowa, zwłaszcza jak jest zmęczona. Taka więc zabawa na czworaka na pewno jej nie zaszkodzi, a może pomoże rozładować napięcie. Trudno powiedzieć takiemu dziecku – Teraz będziemy raczkować, lub pełzać. Pomocne jest wiele świetnych zabaw, które tego wymagają. Nasze starszaki bardzo lubią bawić się w koty, budować norki z koców zawieszonych na fotelach. Również budowanie tuneli, torów przeszkód z krzeseł i foteli to świetna zabawa. A latem, czy zimą można przenieść wszystko na świeże powietrze, czołganie się po śniegu i tarzanie w nim to przecież świetna sprawa.

Polecam również raczkowanie dla dorosłych– chodzenie na czworaka i robienie kociego grzbietu, jak na WFie w szkole, świetnie pomaga na bolący, przemęczony kręgosłup i rozładowuje stres. A więc powrót do dzieciństwa mile widziany w każdym wieku.

 

 

Frida na katar się przyda

Przeżywamy kolejne zakatarzenie smyków. Nowe przedszkole, stres i paskudna pogoda zrobiły swoje. Kinga budzi się rozpalona, ale temperatury nie da sobie zmierzyć, Damian spokojnie znosi wszystkie opercje. Potrafi jednak sam pójść, wziąć chusteczkę i trochę niezgrabnie wytrzeć sobie nosek. Ćwiczy również dmuchanie, wychodzi mu całkiem dobrze. Najgorsze że z powodu choroby gorzej śpią, w nocy od 3 budzą się i zasypiają na zmianę, wstają o 6. Choroba zmęczenie, niedospanie dają o sobie znać, ale:

Jest dzień, w dzień się nie śpi– oświadcza Kinga pokładając się z kochanym kocykiem.

Ponieważ katar u przedszkolaków to normalna kolej sprawy, temat ten często pojawia się wśród rodziców oczekujących w szatni na pociechy. W ten oto sposób przypomniałam sobie polecaną przez położną w szkolę rodzenia Fride, czyli aspirator do nosa. Przy Kindze takie cudo było zbędne, pierwszy katar dostała mając ponad 2 lata. Damian jednak łapie katar od przedszkolaków i wciąż mamy z tym problem. Dlatego postanowiłam się skusić i kupić NoseFride. Wypróbowałam i naprawdę warto.

Mechanizm niby podobny do tradycyjnej gruszki, ale nie ma problemu, że nie wszystko się wciągnie, a ssanie się skończy. We fridzie katarek wyciągamy zaciągając powietrze ustami, co pozwala regulować moc i czas. Szeroka rurka zbiera wydzielinę, a wężyk zabezpieczony jest dodatkowo filtrem, więc do ust się na pewno nic nie dostanie. Oczyścić ją jest bardzo łatwo, wystarczy zdjąć grubą rurkę i przepłukać ją wodą.

Damian na początku był bardzo zadowolony, spokojnie się kładł i mogłam mu porządnie oczyścić nosek. Najwięcej kataru zbiera się rano jakiś czas po wstaniu, gdy spływają nocne zapasy. Bardzo ważne jest oczyszczenie nosa przed karmieniem piersią, ponieważ mały się dusił, musiał przerywać ssanie, by nabrać powietrza, co bardzo go męczyło. Dobrze jest chwilę przed zabiegiem zakropić nosek kroplami z solą morską, która ułatwia oczyszczanie noska wypłukując katarek.

Z czasem Damian już tak chętnie nie poddawał się tej procedurze. Czasem się buntuje, ale zazwyczaj obiera sobie za cel wyciągnąć mamie wężyk z buzi.

A na koniec życzę życia bez katarów.

Przeprowadzka

 

Wielki powrót za nami. Akcja pakowania dobytku – gary, talerze, sprzęt AGD i RTV (trochę tego nazbierało w Wawie), ciuchy (tego chyba najmniej 🙂 ), zabawki i dziecięce łóżeczka. To niesamowite ile przy dzieciach ma się klamotów, bez przyczepki się nie obyło. Dojechaliśmy, rozpakowaliśmy się, przynajmniej z grubsza, bo w szafach zalegają jeszcze pełne siatki. I jesteśmy znów na swoim, a co na to dzieci?

Kinga przy biureczkuKinga

Kinga długo powtarzała, że przecież wrócimy do Warszawy, ale gdy zaczęliśmy się pakować zrozumiała, że to na dobre. Zaczęła się smócić i popłakiwać:

– Ja kocham to mieszkanko, mój pokoik, moje białe łóżeczko, ja nie chcę się wyprowadzać.

Tłumaczenie, że zabawki i łóżeczka jadą z nami nie było dużym pocieszeniem, ale w pakowaniu pomagała chętnie.

Przedszkola najbardziej było nam żal, pokochała panie, miała już przyjaciółki i mi również odpowiadało – blisko, dużo ciekawych zajęć, częste dodatkowe atrakcje. Kinga czasem nie chciała iść, ale wracając  opowiadała jak było fajnie.

Ostatniego dnia panie urządziły Kindze wielkie pożegnanie. Dzieci malowały dla niej obrazki i spięły je w album. Kingusia podarowała dzieciom coś słodkiego na pożegnanie. Gdy przyszłam po nią była smutna, długo jeszcze ściskała się z paniami i bawiła na korytarzu. Wracając opowiadała:

-Milenka przytuliła mnie tak mocno i powiedziała, że też się przeprowadzi do Gdańska, i będziemy razem chodziły do przedszkola.

Ja oczywiście obdzwoniłam przedszkola w okolicy, ale miejsc brak, trzeba będzie próbować dalej. Kinga się dopytuje czy coś znalazłam. Często śpiewa piosenki i mówi wierszyki z przedszkola.

– Ciekawe jakich piosenek się teraz dzieci uczą. A ja ich nie będę umiała.

Dla Kingi to naprawdę ciężkie rozstanie, choć na początku płakał, że nie chce do przedszkola to zdążyła się już z nim mocno związać. Planowaliśmy zostać do czerwca, natłok spraw zadecydował, że trzeba wracać. Czy w czerwcu byłoby łatwiej, kto wie. Pewnie łatwiej byłoby znaleźć przedszkole w Gdańsku, wszystkie dzieci by się żegnały przed wakacjami, ale przywiązanie byłoby większe.

Damian

Dla takiego brzdąca niby przeprowadzka nie powinna być takim obciążeniem. Kinga raczej nie miała problemów z odnalezieniem się w Warszawie gdy miała 2 lata. U Damiana jedyny objaw to problem z chodzeniem spać, zawsze zresztą źle zasypiał w obcym miejscu. Jednak gdy w pokoju stanęło jego łóżeczko, wszystko wróciło do normy. Nie da się jednak ukryć, że tu człowiek lepiej się wysypia, Damian też, wiec wstaje o 5 – powtórka z rozrywki, z Kingą było ta samo.

***

Teraz dzieci dostały duży pokój, gdzie mogą szaleć z zabawkami, mają swoje łóżeczka, mebelki i kolorowe lampki.

Kinga się cieszy, ale czasem jeszcze wspomina Warszawę. Często krzyczy i ma ataki płaczu, głownie z powodu tęsknoty za tatą – wychodząc do przedszkola miała wypełniony czas i tyle o tym nie myślała. W domu ze mną uczyć się zbytnio nie chce. Gdy Damian śpi zazwyczaj maluje, lub układamy puzzle. Na domiar złego na to wszystko nałożyło się rodzinne chorowanie. Powoli wygrywamy z przeziębieniem, tata odwiedza nas częściej, wiec mam nadzieje, że napięcie w Kindze też się powoli rozładuje. Wiele spraw się nałożyło i nie jest nikomu łatwo.

Zanim włączysz dziecku telewizor

Należę do osób, które traktują telewizor jako mebel, gdy nie ma innych w domu potrafię przez kilka dni go nie włączać. Nie jestem w stanie obejrzeć jednego dnia więcej niż jeden film, a w czasie reklam wychodzę z pokoju, lub je przewijam. Więc, tak naprawdę wolałabym się pozbyć tego ekranu i wychowywać dzieci bez telewizji, ale nie mieszkam sama.

W dzisiejszych czasach większość osób nie wyobraża sobie życia bez telewizora. Często dzieci od pierwszych miesięcy życia przyzwyczajane są, że to coś świeci i gada, z czasem zaczynają poświęcaj „temu czemuś” coraz więcej uwagi. Rodzi się pokusa, by włączyć dziecku bajki, by mieć je na jakiś czas z głowy -„przecież one też są pouczające, niegroźne”- czy na pewno??

Kinga miała nie oglądać TV do 2 roku życia, ale zanim osiągnęła ten wiek już miała okazje „bo to tylko bajka, pouczająca”, „bo to notowania giełdowe, to niech się uczy”. Gdy już zaczęła rozumieć i oglądać bajki z zaciekawieniem twardo trzymałam się zasady, rano „Klub przyjaciół myszki Miki” i koniec. Wyłączałam telewizor i nie było żadnego płaczu. Znacznie trudniej było gdy tatuś puścił bajki wieczorem, im dłużej oglądała tym trudniej było ją oderwać, bo jeszcze jedna itp.

Wyjazd do Warszawy był przełomem- nie mieliśmy tam telewizora przez parę miesięcy. Czasem puściliśmy Kindze bajkę na komputerze. Ale ogólnie nie było TV, więc nie było problemu.

Pojawienie się szklanego ekranu sporo zmieniło, nie spodziewałam się że to będzie tak wielka zmiana. Większa dostępność bajek, więc więcej marudzenia, płacz przy wyłączaniu, czasem bunt i krzyk. Problemem było nie tylko przerwanie oglądania. Kinga stała się również mniej posłuszna na spacerze i bardziej rozdrażniona.

Zauważyłam ścisłą zależność między czasem spędzonym przed TV, a łatwością komunikacji z nią. Największy wpływ miało ranne oglądanie. Po spędzonych 2h przy bajkach (przy wczesnym wstawaniu tak się zdarzało) była bardzo pobudzona, ciężko było namówić ją do współpracy, szybko wpadała w złość i zaczynała tupać nogami, buntowała się z byle powodu i często krzyczała, że chce bajkę. Bywały jednak poranki gdy udawało nam się wcześnie zacząć zabawę i płynnie przejść do śniadania i innych zajęć. Wówczas Kinga przypominała sobie o bajce dopiero gdy szłam koło 10  karmić Damiana. Po obejrzeniu jednej bajki, bez problemu zbierała się na spacer. Spacer to w końcu niezła alternatywa.

Teraz wypracowaliśmy plan – bajka na rozbudzenie i bajka do spania, choć te pierwsze zdarza nam się pominąć. Po dłuższym nieplanowanym oglądaniu bywają problemy z wyłączeniem, ale coraz częściej Kinga sama stwierdza, że już dość, bo oczka będą boleć. Bardzo nie lubię taty metody włączania bajki „by się uspokoiła”, skutkuje to tym, że gdy coś zbroi, lub jej się nie spodoba zaczyna płakać i krzyczy „bajka”. Zresztą dzieci szybko się uczą co u kogo da się uzyskać. Gdy jestem z nimi sama przez kilka dni telewizor włączamy bardzo rzadko, a zdarza się że Kinga wita tatę i już prosi o bajkę. Coraz częściej jednak pozwala przełączyć na wiadomości.

Oczywiście nie da się zaprzeczyć, że przy ilości pracy przy dwójce maluchów, czasem dobrze jest włączyć dziecku TV by mieć chwilę spokoju. Jednak tak naprawdę gdy dzieci są we dwoje, potrafią się świetnie razem bawić, a ja zyskuje chwilę na domowe prace. Bajki się przydają głównie gdy usypiam Damiana, by Kinga wyciszyła się przed zaśnięciem.