Archive for » Sierpień, 2013 «

Nowe zasady po staremu

Z dniem 1 lipca obowiązują nowe zasady odbioru odpadów, czyli po prostu śmieci. I jak to w tym naszym kraju bywa, ze wszystkim jest mnóstwo papierkologi, opóźnień – kocham ten kraj.

Zaczęło się od tego, że wchodzą nowe ustawy, teoretycznie kto inny ma odbierać śmieci i teoretycznie na nowych zasadach. Teoretycznie.

A praktycznie.

1.Każdy domek, a w zasadzie rodzina w domku musiała przesłać wniosek o rozwiązanie dotychczasowej umowy, bo nie możne być tak, że nowe zasady, to stare umowy nie obowiązują. PRSP chyba wynajęło kontener na te tony listów. Rozumiem, bezrobocie u nas to przynajmniej ktoś siedział po nocach, rozpakował, sprawdzał  i wklepywał, kto umowę rozwiązał, a kto nie. Ciekawe czy tym co się zagopili każą płacić podwójnie.

2. Kolejny etap to wypełnianie deklaracji śmieciowej, mnóstwo pytań, a w zasadzie skraca się do jednego- czy chcemy segregować czy nie?  No pewnie że tak, bo ja i tak większość segreguje, ale już kompostownika na ogrodzie się pozbywamy. Nie wiem skąd ich wyliczenia minimalnej produkcji odpadów przez mieszkańca, chyba wzięli średnią zawierającą produkcję przemysłową. Tak oto bowiem według ich wyliczeń na naszą 5-osobową rodzinę minimalne pojemności to 80l na mokre i 180l na suche. Koniec oszczędności, gospodarności, produkcję śmieci czas zacząć, bo jak dotąd w sumie tylko 80l zapełnialiśmy. Pomimo ich minimalnych norm zamówiliśmy po 60l na suche i mokre. Zamówiliśmy, czekamy i …

Teoretycznie z 1 lipca segregujemy śmieci. Ale mijają kolejne tygodnie, a na naszym podwórku stoi wciąż ten sam jeden zielony kubeł. Ta sama śmieciarka, jak zawsze w czwartek podjeżdża go opróżniać. A ja jak zawsze nosze plastiki i makulaturę do kontenerów gdzieś na osiedlu, a reszta śmieci jak zawsze ląduje w jednym kuble.

Pod blokami nie było problemu, ponaklejali naklejki mokre, suche na istniejących kontenerach i tyle, z domkami więcej zachodu.

3. Jak wieści donoszą to  po rozwiązaniu jednej umowy, podpisaniu drugiej, trzeba jeszcze  3 razy zadzwonić do nich z przypomnieniem, żeby śmietniki przywieźli. A oni sobie tak krążą i rozwożą po parę w każdej okolicy, no cóż to pewnie wygodniej niż pojechać i na jednej ulicy ciągiem wszystkie wymienić.

W zeszłym tygodniu zgłosiliśmy.

– My też tu mieszkamy, zdeklarowaliśmy segregację, tylko nie mamy jak się z tego wywiązać. Czy nikt nie zauważył, że na naszej ulicy połowę domów ma  wciąż jeden zielony pojemnik, my również?

– Do końca miesiąca pojemniki będą- padły słowa zapewnienia.

Tak więc znów czekamy, że może do nas trafią i…. po paru dniach odkrywam na naszym kuble naklejkę- ZMIESZANE ????

Nie OK, bo ja już nic nie rozumiem, to co mamy segregować czy nie??

 

Dziecko i bajki w telewizji

Po przeprowadzce, gdy Kinga miała 2 lata, nie mieliśmy telewizora. W mieszkaniu, które wynajmowaliśmy nie było na stanie, a swojego nie wieźliśmy. Taki stan trwał parę miesięcy, mi nic nie brakowało, nie tęskniłam ze szklanym ekranem. Kinga też bez bajek obywała się całkiem nieźle, czasem tylko obejrzała coś krótkiego na komputerze. Był czas na zabawę, na czytanie, wymyślanie własnych zabaw i tworzenie niesamowitych rzeczy z niczego. Nie było nudy, mała twórcza główka zawsze coś wymyśli.

Gdy pojawił się telewizor i zaczęło się oglądanie bajek, nie trzeba było długo czekać. Kinga zrobiła się bardziej nerwowa, złośliwa i buntownicza. Zaczęły się histerie. Oczywiście posadzenie ją przed telewizorem zazwyczaj tymczasowo ją uspakajało, potęgowało jednak nadpobudliwość.

Na co dzień mogę zaobserwować, jak wiele zależy od poranka. Gdy dzieci siądą do „bajki na rozbudzenie“, dokładnie – są pobudzone. Wyłączeniu telewizora często towarzyszy lament .

–      Jeszcze jedną bajkę, bo ją tak lubię…

Próba namówienia na ubranie się i na wspólną zabawę bywa trudna. Często pojawiają się tego typu rozmowy.

–       Mama co mam robić?

–       Ubrać się.

–       Ale to jest nudne. … Ja chcę iść na rower.

–       Ale w piżamie nie wyjdziesz.

–       To co mam robić?

–       Ubrać się.

–       Ale ja nie wiem w co mam się ubrać.

Tej rozmowie dodotkowo towarzyszy czołganie się po podłodze i wyginanie w tak dziwne strony, że na sam widok mnie wszystko boli.

Pomoc w ubieraniu również niewiele pomaga, bo nic jej się nie podoba- to za długie, to za krótkie, ta się za słabo kręci itp.

Całkiem inaczej prezentuje się dzień zaczęty wspólną zabawą. Kiedy to dzieci wstają cicho i pozwalając rodzicom spokojnie poleżeć, same zaczynają się wspólnie bawić. Wówczas zjedzenie śniadania, ubranie się i wyjście do przedszkola, czy na spacer, są niejako naturalną, następującą po sobie koleją rzeczy.

Tak, muszę to przyznać, bajki w telewizji uzależniają, podobnie zresztą jak czytanie bajek z książki na dobranoc. Jednakże od telewizji znacznie trudniej się oderwać, a ich przesłanie choć z pozoru dobre, nie zawsze jest takie naprawdę. W wielu bajkach akcja toczy się szybko, niby jest wesoło, ale i nerwowo. Dzieci bombardowane są mnóstwem bodźców, które je pobudzają. Gdy telewizor gaśnie, by utrzymać ten stan pobudzenia, same stają się taką bombą emocji.

Najłatwiej nie włączać bajki, wystarczy tylko zaproponować jakieś ciekawe zajęcie, zabawę, jakąś alternatywę. Wyłączyć telewizor po jednej bajce często jest trudno, ale po każdej kolejnej jest znacznie gorzej. Rzadko bowiem dzieci same odchodzą od telewizora. Często skaczą, robią inne rzeczy, ale temu magicznemu CYK często towarzyszy płacz, czasem wrecz wycie w niebogłosy.

Dlatego ogłosiłam odwyk. Zamierzam znacznie ograniczyć oglądanie telewizji. Nie wyłączę całkowicie, bo wiem, że to by było dla nich bardzo trudne. Telewizja nie jest przecież do końca zła, należy jednak z niej korzystać  z umiarem i z głową. Mamy teraz do wyboru kilka kanałów telewizyjnych dla dzieci. Jest wiele ciekawych programów i spokojnych, uczących bajek. Wystarczy tylko dobrze wybrać. Bez reklam pobudzających pragnienia dziecka, czy bajek szybkich, szalonych i głośnych. Zdecydowanie najgożej wypada Minimini, dlatego raczej go nie włączam. Ostatni przypadł nam NickJr, ma zdecydowanie mniej reklam i ciekawsze, spokojniejsze bajki, które uczą w ciekawy sposób.

Ograniczenie co do ilości jest często trudne. Na początku trzeba jasno powiedzieć, jedna bajka i koniec, lub dwie krótkie i tyle. Nie ma dyskusji, jak raz ulegniemy to na pewno następnym razem będzie jeszcze trudniej odmówić. Trzeba też dokłąnie określić kiedy jest czas na bajkę, żeby to nie był częsty przerywnik, by zająć dzieci.

Cóż, spore wyzwanie, ale warto spróbować.

Moja Pinkie Pie

Kinga już od dłuższego czasu jest miłośniczką kucyków. Najpierw bawiła się radośnie kucykami od kuzyna, potem zaczęło się zbieranie kucyków Pony i Filly. Teraz ma już sporą kolekcję, o zmiennym składzie. Kucyki bowiem wędrują z Kingą na spacery, do sklepów i do przedszkola, nierzadko ku rozpaczy Kingi któryś się gdzieś zapodzieje. Czasem zdarzają się wielkie powroty, gdy mały kucyk zostanie odkryty pod tapczanem, lub w skrzyni zabawek u babci. Kinga buduje dla nich pałace z klocków, balony z pudełek po jogurcie, szyjemy stroje ze wstążek i tiulu. Ogólnie, kucyki towarzyszą jej wszędzie i są towarzyszem wielu zabaw. Po prostu super! Ale… no właśnie zawsze pojawia się jakieś ALE.

Kinga odkryła również bajki „My Little Pony“ o pięknym podtytule „Przyjaźń to magia“.

Niby główna myśl, przesłanie odcinków podsumowywane w liście do Celesti są dobre i jasne, jednakże charakter bajki nie wpływa na Kingę dobrze. A dokładnie rzecz ujmując charakter kucyków.  Ciągłe bieganie, paplanie, wrzaski, imprezki, ogólnie wszędzie ich pełno, wszystko dzieje się szybko i głośno.

 

Kingi ulubienicą jest Fluttershy, cichy spokojny kucyk. Jednakże zamieniła się w Pinkie Pie. Nie tylko tyle, że kocha różowy i imprezki. Dookoła niej musi być zawsze głośno. Potrafi paplać jak nakręcona, bez ładu i składu. Jak zadaje pytanie to kilka razy i niemalże krzycząc, po prostu:

– No to robimy imprezę! Imprezka! Jak ja lubię imprezki!

Jak coś jej się nie spodoba, lub nie wyjdzie to nie przyjdzie powiedzieć, tylko niczym Pinkie wyje, nie wylewając jednak przy tym strumienia łez.

Potrzebuje ciągłego gwaru i towarzystwa, nie mówię, że spotkania z koleżankami są złe, ale wypada je nieco ograniczyć, nie możemy codziennie do kogoś chodzić, lub zapraszać do siebie.

Tak, ostatnio to stwierdziłam, mam córkę -Pinkie Pie. Jednak ta osobowość mi nie pasuje, a wręcz mnie irytuje. Może być towarzyska, wesoła i zabawna, ale nie głośna, paplająca, niepokorna, robiąca z siebie pajaca różowa adrenalina. Zwłąszcza w obecności prababci..

Nie, po prostu już nie wytrzymuje…