Archive for the Category »szkoła «

6-latki na rozdrożu – szkoła, czy przedszkole?

IMG_0009Ku wielkiej radości większości rodziców zniesiono obowiązek szkolny 6-latków. Dużo było o to zamieszania, protestów, ale się udało. Po zmianach rodzice 6-latków mają wybór między trzema opcjami:

Zerówka w przedszkolu.

Dzieci mogą pozostać po staremu w przedszkolu. w zerówce, czyli w zasadzie – powtarzać zerówkę, ponieważ już w tym roku przerabiały książki przygotowujące do szkoły.

W naszym przedszkolu po ogłoszeniu zmian panie pozostały przy książkach, oddały jedynie podręczniki do nauki literek i cyfr. W przyszłym roku będą pracować na innych materiałach, by dzieci nie miały powtórki z rozrywki.

Trwa jednak propaganda, by posyłać dzieci do zerówki w szkole, ponieważ:

  • dzieci były mentalnie przygotowywane, że idą za rok do szkoły,
  • trzeba zrobić miejsce 3-latkom,
  • dzieci, które pozostaną, będą w grupie najmłodszej, czyli mogą poczuć się zdegradowane,
  • „Koledzy poszli do szkoły, a ja nie- jestem gorszy?”

Efektem tego większość idzie do szkoły. Damian jest wciąż nieśmiały, powoli odnajduje się w nowym miejscu. Nie chcieliśmy mu przyspieszać startu w szkole, chcieliśmy by jeszcze miał czas na rozwój w spokojnym, małym przedszkolu. Niestety został by sam, bez kolegów, a nawiązanie nowych znajomości nie jest dla niego łatwe, najprawdopodobniej jednak pójdzie do szkolnej zerówki.

Aby dziecko pozostało w przedszkolu rodzice muszą złożyć deklarację kontynuacji nauki w przedszkolu do 9 marca. Złożenie tego dokumentu blokuje możliwość wzięcia udziału w rekrutacji do szkoły.

Zerówka w szkole

Czyli najbardziej polecana opcja. Jeśli grupa jest dobrze prowadzona dziecko ma czas na stopniową adaptację do nauki w szkole. Wybierając szkołę dobrze jest zwrócić uwagę na kilka spraw:

  • Nie w każdej szkole dzieci z zerówki mają oddzielną szatnie, łazienki, sale. Czasem muszą się odnaleźć w wielkiej szkole, również wśród gimnazjalistów.
  • Bywają szkoły gdzie zerówki mają zajęcia na dwie zmiany.
  • Dobrze jest się dowiedzieć jak wygląda sytuacja z obiadami – czy dzieci chodzą z wychowawcą, czy muszą same wiedzieć gdzie i o której godzinie trzeba się zjawić po obiad.
  • Jak wygląda opieka świetlicowa – czy jest osobna dla zerówkowiczów, jakie warunki trzeba spełnić, by dziecko się „dostało” do świetlicy.
  • Czy szkoła ma plac zabaw? Czy dzieci w ramach zajęć i świetlicy siedzą w sali.

Chcąc posłać dziecko do zerówki w szkole należy wziąć udział w rekrutacji elektronicznej, która rozpocznie się 14 marca. Nawet jeśli posyłam dziecko do szkoły w rejonie należy potwierdzić to w systemie i zanieść wygenerowany załącznik do szkoły. Nie biorąc udziału w rekrutacji nasze dziecko ma zarezerwowane miejsce, ale może nie koniecznie w tej klasie co chcielibyśmy.

Zanosząc kartę dobrze jest zaznaczyć do jakiego przedszkola dziecko chodziło, by znalazło się w grupie wraz ze znajomymi.

1 klasa

Jeśli rodzic uważa, że dziecko jest na to gotowe i chce, może posłać 6-latka do pierwszej klasy.

Po odbycia rocznego przygotowania przedszkolnego, wystarczy opinia wychowawcy. Jeśli dziecko nie uczęszcza do zerówki, konieczna będzie pozytywna opinia poradni psychologiczno-pedagogicznej.

Należy wziąć udział w rekrutacji do szkoły. W pierwszej kolejności przyjmowane są dzieci z rejonu, pozostałe są przyjmowane na wolne miejsca. Jeśli wybieramy inną szkołę warto wybrać się na dni otwarte i dopytać o ilość miejsc.

Zasady rekrutacji są takie jak przy zerówce w szkole, należy tylko zaznaczyć, że wybieramy klasę 1.

6-latka w pierwszej klasie

Najstarsza poszła jako 6-latka do pierwszej klasy. Jak to dziewczyna była bardzo rozgarnięta, pięknie mówiła, była samodzielna, odważna i zaradna. Dla niej szkoła nie była przerażająca, lecz fascynująca- nowe miejsce, nowe koleżanki, nowy świat. Poszła do klasy samych 6-latków, nikogo nie znała, ale to jej nie przeszkadzało. Już na rozpoczęciu roku trajkotała z nową koleżanką. Z odnalezieniem się w szkole nie było problemu, na szczęście nie jest duża, tylko trochę przepełniona.

Nowe zadania traktowała jak wyzwania- chętnie uczyła się liter i próbowała czytać.

Problem stanowiły prace domowe, po dniu w szkole była zmęczona i nie miała już ochoty siadać i przepisywać słówka do zeszytu. Często zaczynał się płacz – musiałam dzielić zadania na krótsze, przepisywała po jednej linijce, nie wszystko na raz.

Mała szermierka

IMG_3333Kinga jest w klasie sportowej – jak na razie ma 3h gimnastyki programowej i 6h fakultetu, czyli zajęć ogólnorozwojowych, a praktycznie to berek przeplatany elementami szermierki. Teoretycznie szermierkę można uprawiać od 8 roku życia, normy nie uwzględniają 6-latków w szkole, które w zasadzie startują z tym sportem 2 lata wcześniej.

9h tygodniowo to jest dużo dla takich dzieci. Nam ruchu nie brakuje również poza szkołą – jazdę na rowerze, bieganie po działce i wspinanie na drzewa – czasem przesilenie objawia się wieczornymi, lub rannymi histeriami. Ta mała nie potrafi odpocząć, zawsze jest aktywna, nawet oglądając bajkę musi kopać, kręcić się i skakać, wiec nie włączamy już w tygodniu telewizji, bo nawet nie ma kiedy. Czasem zastanawiałam się nad rezygnacją z fakultetu. Jednak Kinga bardzo  lubi te zajęcia i jak narazie chodzi, choć czasem jest bardzo ciężko.

W ramach rozrywki i próby pierwszoklasiści mieli klasowy Turniej Pierwszego Kroku. Cała klasa dostała stroje, maski i florety. Walczyli podpięci. Turniej składał się z trzech pojedynków. Kinga wygrała wszystkie 3 walki, była z tego bardzo dumna. Każdy dostał dyplom i upominki. Wychowawczyni zrobiła im wspólne, pamiątkowe zdjęcie. Trochę motywacji i rozbudzanie ducha walki u najmłodszych. Bo na sport, nigdy nie jest za wcześnie.

Medycyna sportowa i nie tylko

W Polsce daleko nam do wygodnego życia z bardzo wielu powodów. Skupię się jednak na jednym – szkolnym problemie. Pisałam już ile jest różnych miesięcznych kosztów i prawie każdy uiszcza się u innej osoby. Teraz chciałam trochę się rozpisać nad tym jak szkoła dba o zdrowie dzieci.

Kinga jest w klasie sportowej, wiec obowiązują ją badania w Poradni Medycyny Sportowej. Uprawia sport musi być kontrola, a jak to wygląda?

Krok pierwszy – umawiamy się do lekarza pierwszego kontaktu, bo dziecko ma uprawiać sport ale nie wystarczy skierowanie ze szkoły. Muszę umówić się na wizytę do lekarza ogólnego, który ma full umówionych wizyt, przyjmuje jeszcze dodatkowo rozchorowane dzieci. Ale co tam, może jeszcze przyjąć petentów po to, by wypisać im skierowanie do specjalisty po raz pierwszy i kolejny. Odczekanie w kolejce i wizyta nr 1 zaliczona. W Kingi karcie jest ruch – mamy skierowanie.

Krok drugi – umówić się do Poradni Sportowej. Sprawa nie łatwa. Na Zaspę dodzwonić się nie sposób, więc pojechałam. Odstałam pół godziny w kolejce do info, by dowiedzieć się, że mają terminy za pół roku. Został Eter-Med na Jaskółczej. Po cierpliwym dzwonieniu i wysłuchaniu reklam telefonicznych udaje mi się umówić na wizytę za 3 tygodnie.

Krok trzeci – Badanie krwi. To dopiero przeżycie dla dziecka, nie dość że na głodnego to jeszcze wbijają się w skórę. Przeżycie dla małej było straszne. Ale nie czekaliśmy, miła, pomocna obsługa.

Krok czwarty – Badania specjalistów. Zjawiamy się o 8 rano na miejscu, tak jak z 50 innych osób. Ustawiamy się w długiej kolejce do rejestracji. Gdy wreszcie otrzymujemy papiery i listę gabinetów zaczyna się. Wszędzie tłumy, ciasno i duszno. Jedni wytrwale czekają, inni próbują zajmować kilka kolejek na raz. Jeden wielki bałagan. Wszędzie zamieszanie, spory kto był za kim, a kogo nie było. Za pierwszym razem trzeba odwiedzić wielu gabinetów. Na to zamieszanie i bałagan trzeba sobie zarezerwować pół dnia. Każda wizyta trwa dość krótko. Badanie laryngolog to pytania- czy dobrze słyszy, dobrze widzi? Maszyna do pomiaru tkanki tłuszczowej się buntowała, bo wiek ma od 7 lat- nie kwalifikuje 6-letnich pierwszaków. Dobrze, że córa spotkała koleżanki, miała z kim rozmawiać – to czas jej zleciał. Ja po wszystkim wyszłam  z wielkim bólem głowy od zaduchu i hałasu.

Po miesiącu Kinga wraca ze szkoły z  bilansem, częściowo wypełniony przez pielęgniarkę szkolną, a z resztą trzeba się zgłosić do lekarza ogólnego- wizyta nr 2  zaliczona.

Mija pół roku w spokoju i powtórka z rozrywki. W Kingi karcie pojawia się kolejne skierowanie do Poradni Sportowej.  Wizyta w poradni – wersja skrócona, dwa gabinety i tylko 1,5h.

Ale to jeszcze nie koniec, po 2 tygodniach szkoła wyznacza wizytę w Ośrodku Promocji Zdrowia i Sprawności Dziecka. Kolejna akcja kilku lekarzy- psycholog, okulista, dietetyk, ortopeda, testy sprawnościowe i wydolnościowe. Częściowa powtórka z rozrywki. Ale wszystko szło sprawnie i miło. Dzieci umawiane co 15 minut więc w zasadzie nie było czekania. Badanie postawy znacznie dokładniejsze. Porady dietetyk choć banalne, ale zawsze to inaczej jak powie lekarz, a nie mama. Na koniec wielka lista porad żywieniowych i zdrowotnych. Zalecenie, by wybrać się do okulisty na precyzyjne badanie, czyli znów do ogólnego po skierowanie i czekać na wizytę do okulisty. I tak dalej…

Tyle różnych badań, wywiadów, a nikt się nie pyta czy dziecko zaszczepione, bo to przecież nie ma znaczenia.

 

Słodkie ferie

IMG_3010Właśnie zaczął się radosny czas dla dzieci – ferie zimowe. Ale jak to często bywa, gdy już jest czas wolny i do tego spadnie nawet śnieg, to do pełni radości zabraknie jednego, ale podstawowego elementu – zdrowia.

I tak to u nas w czwartek Damian wrócił z przedszkola z gorączką, w piątek mnie zwaliło z nóg, a w sobotę wzięło dziewczyny. Myślałam, że to jakaś 3-dniówka, ale gdy już gorączka zeszła został ostry nieżyt nosa, czyli uciążliwy katar :(.

Choć nigdzie na ferie nie wyjeżdżamy, to pomysłów na spędzenie czasu nam nie brakuje. Jak na razie umilamy sobie czas domowymi specjałami. Dziś było mieszanie, rozmrażanie, ubijanie i powstało lekarstwo na wszelki ból i kiepskie humorki – kakałko z bitą śmietaną i poziomkami.

Mniam 🙂

Tania szkoła to nie u nas

Polska to piękny kraj, który bardzo się o wszystkich troszczy. Bardzo się przejmuje opinią innych, ale pomimo licznych protestów posłał 6-latki do szkoły. Zapewnił im podręczniki i darmową edukację. Słyszałam, że część osób posyła dzieci wcześniej by zmniejszyć wydatki i to mnie z dwóch powodów dziwi.

1. Przedszkole zapewnia jednak większą opiekę i zajęcia dodatkowe. A pchając nierozgarnięte maluchy do szkoły krzywdzimy swoje dzieci i inne, które również tracą w niezorganizowanej grupie  (Kingę to bardzo irytuje).

2. Druga sprawa to koszt. Powszechnie się mówi, że edukacja jest za darmo. Koszt przedszkola prywatnego jest spory, owszem, ale już w przedszkolach państwowych jest znacznie taniej. Szkołą ponoć jest  za darmo, ale to nie znaczy za free. Nie wystarczy wysłać dziecko do szkoły i cześć.

Już reklamy dobijają „kredyt na wyprawkę szkolną”. Ale wyprawka to nie wszystko. Nie wystarczy kupić książki, zeszyty, kredki itp. Dochodzą koszty co miesiąc i to nie małe.

W naszym przypadku koszt szkoły porównywalny jest do opłat w przedszkolu! Damian ma wiele zajęć dodatkowych w ramach stałej opłaty, ma zapewniane 3 posiłki i stałą opiekę. Za  Kingę płacimy podobnie a nie chodzi już na tańce, które tak lubi (zajęcia są dopiero o 16:15 i to w piątek), ani języki dodatkowe, świetlica to raczej pobyt w szkole na odpowiedzialność dziecka.

W szkole każde zajęcia to dodatkowy koszt, o świetlicę też trzeba się nieźle postarać. W szkole jest mnóstwo różnych odpłatności i to prawie każde gdzie indziej się płaci. Tak więc co miesiąc mam niezły obchód z kasą.

Koszty obowiązkowe:

-klasowe – 10 zł,

-komitet rodzicielski – 10 zł,

-składka na sprzęt sportowy (Kinga jest w klasie sportowej) – 15 zł,

Możliwe koszty dodatkowe:

-świetlica – 10 zł,

-obiady – 65-90 zł, 3,5 zł/dzień,

-zajęcia plastyczno-techniczne (ja miałam technikę, którą już dawno z programu wykreślili) – 60 zł,

-zajęcia taneczne – 50 zł,

-języki obce – 90 zł za język.

Każda okazja – wyjścia, czy warsztaty to zazwyczaj dodatkowy koszt.

Gdy rozmawiam z kuzynką, która uczy w Szwecji to się naprawdę inna bajka. Edukacja w Szwecji jest za darmo – czyli dzieci dostają w szkole podręczniki, przybory szkolne, wyżywienie, ile chcą zajęć dodatkowych, wycieczki i wyjazdy zagraniczne za free! Tam jest nie do pomyślenia, by kogoś nie było stać, więc za wszystko płaci szkoła.

U nas wszystko tylko pięknie się zapowiada.

Przedświąteczne porządki

Skończył się czas działkowo-ogrodowy. Było co robić, przeglądać, wyrzucać, wycinać. Porządkując działkę wywiozłam na złom ponad 200 kg!! Dostaliśmy kopalnie złomu, czy działkę uprawną – oto jest pytanie?

Teraz przyszedł czas na dom – postanowiłam wziąć się za przegląd dobytku. Trochę tego u nas jest przy trójce dzieci, w mieszkaniu po dziadkach, ze sporym strychem. Jest gdzie zaglądać.

Tak więc stopniowo przeglądam szafy dzieci i wory ubrań na strychu, za małe i zbędne rozdaje znajomym. Karolina jako najmłodsza dysponowała ponad 10-cioma czapkami, trzema kurtkami i mnóstwem bluzek, body i spodni. Potrzebna była mała selekcja, by ubrania pomieściły się w szafce, a po częstym „ich wietrzeniu” przez najmłodszą nie było tyle układania.

Przegląd kuchni wykazał duży nadmiar pokrywek po spalonych garnkach – przy małych dzieciach takie wypadki to norma. Wykopałam również zachowane 3 różne zestawy podstawek do szklanek – a ja nie używam szklanek do herbaty! Różnego rodzaju szklanki do zimnych napoi, no i kieliszki, a jesteśmy abstynentami. Bibeloty i zbędne akcesoria wystawiałam koło śmietnika- tylko doniczki doczekały następnego dnia.

Różnorakie ciekawe butelki, wełny, nadmiar szyfonów i wstążek powędrowało do szkoły na zajęcia plastyczne. Twórczość kreatywna nas kręci, ale ilość materiałów przerasta nasze możliwości przerobowe. Więc czemu nie podzielić się z innymi?

Najwięcej zbędności zalega na strychu, to często większe gabaryty, więc podstawowy problem jak to z stamtąd ściągnąć? Była zbiórka wielkich śmieci, ale wyniesienie starej lodówki, czy fotela jest trochę ponad moje siły. Pomocne okazały się ogłoszenia, jak się trochę poczeka to i na starocie znajdzie się chętny, który to co chce zniesie ze strychu. Sprzedałam lampy, dywany, szafki i nawet stary fotel (to już za free). Co do lodówki to muszę chyba znaleźć silnego złomiarza, takie rzeczy to nawet za darmo mało kto weźmie, a tu jeszcze wynieść trzeba.

Co do moich ubrań i nielubianych maskotek to zebrałam dwa wory różności i czekają na zbiórkę Caritasu- jeżdżą co jakiś czas i zbierają spod domów. Wolę poczekać niż wynosić do kontenerów, by inni na tym zarabiali.

Stare pledy, smycze, miski trafiły do schroniska, droga nie była daleka, zbiórka organizowana była w szkole.

WOW, w ciągu dość krótkiego czasu udało mi się uszczuplić nasze magazyny różności. Zawsze na duchu trochę lżej. Przyjdą święta, prezenty – będzie gdzie magazynować kolejne pudła…

Darmowy Elementarz

Głośno było o Elementarzu przygotowywanym dla pierwszych klas. Miał być darmowy- super sprawa. Na pierwszym zebraniu mieliśmy dostać to cudo. Byłam przygotowana na jedną książkę. To co zobaczyłam przeraziło nie tylko mnie. Zestaw do pierwszej klasy to 17 książek!

IMG_2673

– elementarz,

– 5 części podręcznika,

– 5 ćwiczeń z matematyki,

– 5 ćwiczeń z polskiego,

– książka i ćwiczenia do angielskiego.

WOW jak oni to w rok przerobią?? Nad tym głowili się wszyscy rodzice, tyle materiału. Wychowawczyni uspokajała, że nie będzie tak źle, że to wiele zadań szybkich, na zasadzie zabawy. No zobaczymy, jak to będzie w czerwcu. Niepewności trochę jest.

Co do kosztów to owszem poza religią dostaliśmy książki za darmo – ćwiczenia na własność, a podręczniki wypożyczyliśmy z biblioteki. Każdy rodzic musiał podpisać umowę użyczenia, każda książka ma swój nr biblioteczny, więc na koniec roku musi wszystko się zgadzać. Dzieci nie mogą pisać w podręcznikach ( to mnie denerwowało, nie można wprowadzić dawnej zasady, że podręcznik to podręcznik, a piszemy w ćwiczeniach – dzięki temu książki mogą służyć kilku rocznikom, nawet te kupione). Podręczniki biblioteki mają być dla 3 roczników – to ten ostatni będzie miał wreszcie okazję powyklejać naklejki i popisać w nim.

6-latka w pierwszej klasie

Odwlekana od lat sprawa pójścia 6-latków do pierwszej klasy akurat na roczniku Kingi się dokonała. Ponieważ nasz starszak chętnie chłonie wiedzę i bardzo chciała iść do szkoły to staranie się o popularne zaświadczenia było trochę bez sensu.

Szkoły ponoć przygotowane na maluchy, podręczniki też, więc zaryzykowaliśmy. Jaka okazała się rzeczywistość?

W naszej dzielnicy, gdzie przeważająca większość jest w wieku emerytalnym, mała szkoła powinna wystarczyć. Jednakże ta mała szkoła ma dobrą sławę i wygodną lokalizację, wiec zjeżdżają się, a raczej są zwożone do niej dzieci z różnych okolic Gdańska. Dlatego, pomimo że na podwórkach dzieci jest mało, w szkole jest przepełnienie. Kumulacja wyżu i wysłania do szkoły 6-latków dała w konsekwencji 5 klas pierwszych (zazwyczaj były 3).  Co za tym idzie- brakuje sal, a nawet miejsca w szatni. System dwuzmianowy dla dzieci jest dość trudny. Nauka w godzinach popołudniowych, po 2 godzinach gimnastyki nie jest zbyt efektywna. Na szczęście nie wpadli jeszcze na pomysł, by zaczynać o 7:30, przeklinałam to przez całe 8 klas i wylądowałam w liceum gdzie też wpadli na taki pomysł, do tego 45min dojazd – rewelacja. 

Kinga choć chodziła do dwóch przedszkoli trafiła do klasy bez koleżanek. Sześcioletnie załapały się jeszcze na zerówkę, a siedmioletnie są w innej klasie. Takie dzielenie rówieśników jest często bolesne. Na szczęście ta mała gaduła szybko odnajduje się w nowych warunkach. Ma panią, która wcześniej prowadziła zerówki, więc daje sobie radę z maluchami.

Długość lekcji dostosowywana jest do stanu skupienia w klasie. Jak na razie u Kingi, w klasie samych 6-latków, trwają zazwyczaj 20-minut :). W czasie przerw dzieci mogą się bawić, grać w gry planszowe, układać puzzle. Jako absolwentka największej podstawówki w Gdańsku mogę tylko powiedzieć, że u nas przerwy to był jeden wielki krzyk i szaleństwo. Czasami ustawiali nas w pary i kazali spacerować w kółko, ale to była syzyfowa praca.

Jednak co do poziomu nauczania to jest zdecydowanie niższy. Pamiętam jak byłam piętnowana w pierwszej klasie, że nie umiem czytać. Teraz w pierwszej klasie dzieci dopiero poznają literki!

Kinga należy do osób otwartych, które cieszą się ze wszelkiego, a przeszkody omijają bez zawracania sobie nimi głowy- przynajmniej poza domem. Szkołą jest zachwycona- cieszą ją wyższe krzesła, lekcje, książki, samodzielne chodzenie do szatni (już 3 dnia pożegnała się przy bramie), noszenie śniadaniówki, wycieczki, zabawy na boisku i placu zabaw. „Bo przedszkole to nuda”.

Problemem było załatwienie świetlicy. Mała sala niezbyt nadawała się na przyjęcie ogromnej ilości chętnych, stąd ograniczenia -tylko dla dzieci obojga rodziców pracujących na pełny etat, nie na własnej działalności. Jednak po jakimś czasie i dogadaniu udało mi się Kingę zapisać na parę godzin tygodniowo.

Zajęcia dodatkowe są plastyczne, tańce i języki –  ale wszystko dodatkowo płatne.

Podsumowując

Kinga jest zachwycona, ja trochę mniej. Zajęcia w klasie i wychowawca są super, ale poza tym można się wielu spraw doczepić:

Koszty – plotka, że szkoła jest tańsza od przedszkola dotyczy chyba tylko prywatnych przedszkoli.

Opieka w świetlicy to formalność – chętne dzieci zazwyczaj latają samopas po dworze. Nieraz odbierałam Kingę bez kurtki, nie mówiąc już o czapce – dzieci robią co chcą.

Toalety pamiętają jeszcze mój rocznik – klapy się nie trzymają, brakuje klamek – żałosne.

Szatnie są dziwnie pomieszane- pierwszaki z 2 lub 3 klasą. To wprowadza bałagan i problemy – jak to starszaki potrafią zrobić własne porządki i maluchy wracają w niepełnym ubraniu.